Dzisiaj mamy dla Was krótką ale ważną historię.
Do naszej Kliniki zgłosiła się pacjentka zaniepokojona nowym znamieniem barwnikowym. Właściwie może nie doszłoby do wizyty, gdyby nie jej mąż, który pierwszy zwrócił uwagę na to znamię. Nic w tym dziwnego, niewielka ciemna plamka pojawiła się na tylnej powierzchni ramienia kobiety, w miejscu w którym mogłaby wcale jej nie dostrzec.
Już na pierwszy rzut nieuzbrojonego ale doświadczonego dermatologicznego oka zmiana wydawała się “podejrzana”. Sam fakt, że wcześniej jej tam nie było i nagle się pojawiła – to już jest sygnał alarmowy. Niewielka brązowa plamka a w jej obrębie dwa wyraźnie ciemniejsze szare obszary budziła uzasadniony niepokój.
W dermatoskopii można było zaobserwować kolejne nieprawidłowości, a pomiary wykonane przez algorytm sztucznej inteligencji w badaniu wideodermatoskopowym potwierdzały wysoki współczynnik ryzyka.
Decyzja o wycięciu zapadła od razu. Zmianę usunięto chirurgicznie i przekazano do badania histopatologicznego. Wynik badania potwierdził rozpoznanie czerniaka in situ.
Czerniak in situ to klasyczny przypadek złej i dobrej wiadomości. Zła, bo czerniak, ale dobra, bo na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Czerniak in situ to złośliwy nowotwór, który powstał w melanocytach naskórka, ale jeszcze nie zdążył urosnąć na tyle aby przekroczyć naskórek i naciekać skórę właściwą.
Jakie to ma znaczenie?
W skórze właściwej znajdują się naczynia krwionośne, naczynia limfatyczne oraz nerwy, czyli ścieżki komunikacyjne dla nowotworu. Czerniak, który dotrze do tych struktur ma otwartą drogę do rozsiewu: wytwarzania przerzutów miejscowych, przerzutów do węzłów chłonnych a w końcu do narządów odległych. Czerniak rozsiany bardzo często jest chorobą śmiertelną a na pewno wymagającą leczenia onkologicznego.
Czerniak in situ jest więc czerniakiem “wyłapanym” we właściwym momencie. Jest to szczęście w nieszczęściu. Jeśli mieć czerniaka, to najlepiej właśnie in situ. W takim przypadku leczenie kończy się na wycięciu chirurgicznym zmiany z odpowiednim marginesem. Pacjentka została przez nas skierowana do Centrum Onkologii, ale najprawdopodobniej uniknie leczenia ogólnego a przede wszystkim jej życie nie jest zagrożone.
Można więc śmiało powiedzieć, że mąż uratował naszej pacjentce życie. Gdyby nie jego czujność jej sytuacja i rokowanie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej.
Jest to przykład i dowód na to, że profilaktyka jest ogromnie ważna, bo ona może uratować nam życie. Elementem tej profilaktyki jest oglądanie własnej skóry raz w miesiącu i zwracanie uwagi na wszelkie nowości i zmiany. Warto zawsze poprosić kogoś bliskiego o pomoc w obejrzeniu trudniej dostępnych miejsc.
Zachęcamy Was do przyglądania się Waszym bliskim. To niewielki wysiłek, który może uratować życie.